Już od podstawówki byłam zagorzałą fanką książek. W trakcie podstawówki i gimnazjum przeczytałam chyba największą ilość książek. Oczywiście, połowy nie pamiętam, co nie zmienia faktu, że często, zamiast gapić się w telewizję jak wielu moich rówieśników, ja spędzałam czas z nosem w książce. Z resztą do teraz mi to zostało. Nie oglądam telewizji w ogóle, za to do szczęścia wystarczy mi komputer z kilkoma ulubionymi grami i kilka książek, za które mogę chwycić w każdej chwili.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny / hobby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny / hobby. Pokaż wszystkie posty
19 listopada 2014
13 sierpnia 2014
Brzegiem Tamizy.
"W życiu chodzi o coś więcej niż zwiększanie jego tempa"
Ghandi
I to samo mogę powiedzieć o podróżach. Dlatego nie lubię wycieczek organizowanych przez kogokolwiek innego, niż ja, czy mój przyszły Ślubny. Lubię być sobie sama sterem i okrętem, by mieć czas na to, by chłonąć, nie oglądać. Wiecie jaka pora jest najlepsza, na podziwianie i chłonięcie świata wokół? Zmierzch, kiedy większość turystów (albo i wszyscy) wracają do hotelów, a na ulice wylegają miejscowi, by po prostu cieszyć się życiem, spędzać czas w swoim, powolnym tempie, by delektować się wieczornym piwem i bryzą znad rzeki.
09 maja 2014
Tym razem mężczyzna.
Od kiedy pogoda zaczęła nieco bardziej dopisywać, zaczął się sezon sesji plenerowych. Przy okazji postu o angielskiej wiośnie wspomniałam, że pojechaliśmy na zdjęcia do jednego z piękniejszych zakątków w naszej okolicy. Tym razem przed obiektywem stanął mężczyzna. Była to też pierwsza sesja zdjęciowa, jaką wykonaliśmy w trójkę, ponieważ Pierworodny dzielnie nam tamtego dnia towarzyszył. Co prawda blendy jeszcze nie utrzyma, ale wszystko przed nim. ;)
Tyle tytułem wstępu. Teraz zostawiam Was ze zdjęciami. Enjoy!
14 kwietnia 2014
Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień V
Realizacja tematu "Mama
we własnym świecie" była w tym tygodniu dla mnie motywacją, by coś w końcu podziałać i pokończyć niektóre zaczęte prace rękodzielnicze. Jednak nie było to takie proste, bowiem Pierworodny postanowił się zbuntować i wymagał ode mnie, żebym poświęcała mu więcej uwagi, niż zwykle. Mimo to, jestem z siebie zadowolona.
Przede wszystkim skupiłam się w tym tygodniu na szydełkowaniu, gdyż jest to dość odprężające, nie wymaga rozkładania nigdzie jakiegoś wielkiego warsztatu i przyborów, a pracę można przerwać w dowolnym momencie, nie bojąc się, że coś się zepsuje, ułamie, odklei itp. W ruch poszło więc szydełko, a także igła, by co nieco do siebie przymocować. Do kolekcji moich szydełkowych wariacji dołączyło kilka nowych rzeczy:
czapka krasnal z pomponem
czapka sowa
opaski dziewczęce
Jeśli kogoś ciekawi przyczyna powstawania tych moich małych dzieł, to już śpieszę z odpowiedzią. Nie jest to jedynie przyjemna forma spędzania czasu, ale budowanie zaplecza akcesoriów do noworodkowych sesji zdjęciowych, które zapewne będziemy za jakiś czas wykonywać. A, że jestem, jaka jestem, to lubię mieć w czym wybierać i być przygotowana na każdą ewentualność, więc oprócz standarodowego rozmiaru dla noworodka próbuję też dziergać czapy w rozmiarach 3-6 mies i większe. Choć na razie z wyczuciem rozmiaru ciężko ;)
Ale, żeby nie było, że poszłam zupełnie na łatwiznę, to postanowiłam jeszcze dokończyć pewną zaczętą i prawie skończoną rzecz: a mianowicie polakierować 2 koszyczki, które wyplotłam już jakiś czas temu, ale nigdy jakoś nie mogłam się zabrać do tego, by w końcu je zabezpieczyć przed wilgocią. W tym tygodniu się udało, a oto one (wybaczcie, że pokazuję je już z całym ekwipunkiem, ale jako rasowy leniwiec nie chciało mi się już z nich całego majdanu wyciągać):
Więc, w tym tygodniu zadanie uważam za wykonane na 100%. Jedyne, do czego muszę się jeszcze zabrać, to dokończenie sowy, gdyż brakuje jej ozdobnych warkoczyków po bokach, którymi można by dziecku czapeczkę pod szyją zawiązać.
13 marca 2014
London again.
Wycieczki z Pierworodnym to dla nas nie pierwszyzna. Bo on wydaje się być stworzony do podróżowania, zwiedzania i doznawania nowości wzrokiem, słuchem, a nawet dotykiem. Celem wycieczki znów został Londyn. I może wyda się to monotematyczne, ale o tym mieście mogłabym pisać i pisać. Więc piszę - dziś zabieram Was na kolejną wycieczkę po stolicy deszczowej krainy.
Na początek muszę wspomnieć, że każde muzeum w tym mieście (prócz prywatnych, komercyjnych), jest darmowe. I nie oznacza to, że skoro darmowe, to nic interesującego tam nie ma. Wręcz przeciwnie. Bo oprócz bogatych zbiorów, Londyn dysponuje ponad 60 muzeami i stałymi galeriami. Zatem jest w czym wybierać. Dziś więc przejdziemy się po Science Museum (muzeum nauki), które oferuje nam 6 pięter różnego rodzaju ekspozycji. Każde piętro ma swój unikalny klimat i jest ukierunkowane na inny temat, mając oczywiście wspólny mianownik z innymi - naukę.
A teraz zostawiam Was z "foto relacją". Z góry przepraszam za kiepska jakość zdjęć, ale niestety byliśmy zdanie na cykanie zdjęć telefonami na dodatek czasem w ciemnych pomieszczeniach, więc.. sami rozumiecie. Mimo wszystko miłego oglądania.
Nie muszę chyba dodawać, że Pierworodny był wszystkim bardzo zainteresowany? I w ogóle się nie męczył oglądaniem, wręcz przeciwnie, chłonął obrazy jak gąbka. Choć przyznać muszę, że w Hamleysie, największym zabawkowym sklepie w Londynie, nie wiedział, gdzie ma oczy podziać.
A to poniższe zdjęcie jest moim ulubionym. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale tak byłam oczarowana tym zdobieniem podwieszonym pod sufitem, że nie omieszkałam zamieścić go na moim Instagramie. Czy nie przypomina nieco zorzy polarnej?
I wiecie, tak na prawdę, to mogłabym w Londynie mieszkać. Jego ogrom ani mnie nie przeraża, ani nie przytłacza. Uwielbiam to miasto za jego specyfikę, tętniące życiem ulice i wszelkiej maści bary, kawiarnie i żarłodajnie spotykane na każdym kroku. Może i Pierworodny również podziela tą sympatię?
17 lutego 2014
Szał w wielkim mieście.
Podróżowaliśmy już pieszo, samochodem i autobusem. W końcu przyszedł czas na pociąg, a nawet metro. Pierwsze razy są zazwyczaj dość trudne, nigdy nie wiadomo czego się spodziewać, czy nie wystąpią jakieś komplikacje, czy utrudnienia, które wycieczkę mogłyby zepsuć. Bo przecież z maluchem nie wszystko musi iść tak, jak sobie człowiek zaplanuje. Jednak i tym razem poszło nam jak z płatka, bowiem wycieczka do Londynu przebiegła całkowicie bezproblemowo. Zero marudzenia, zero płaczu, za to wiele zainteresowania i radości.
Oczywiście, nie mogliśmy pozwolić sobie na całodzienną wycieczkę, bo moim zdaniem należy dziecko przyzwyczajać stopniowo do coraz dłuższego przebywania poza domem. Obraliśmy więc za cel Piccadilly Circus, a w pobliżu niego największy sklep z zabawkami w Londynie - Hamleys. O tym, że jest największy świadczy chociażby to, że posiada aż 7 pieter, a każde z nich ma swoją specyfikę.
Między piętrami można się poruszać schodami ruchomymi, zwykłymi i windą. Niestety ta ostatnia możliwość była dla nas (i innych wózkowych użytkowników) bardzo utrudniona, bo windą jeździli sobie piesi i żeby się dostać do środka trzeba było swoje odczekać...
Każde piętro od podłogi do sufitu wypełnione jest zabawkami. My od razu powędrowaliśmy na piętro z klockami lego. Znajdowała się tam ułożona z klocków angielska budka telefoniczna, oraz Kate i William w ślubnych kreacjach. Normalnie mini Legoland! ;)
Jak to w sklepie przeznaczonym dla najmniejszych odbiorców, nie mogło też zabraknąć stoisk i kawiarenki ze słodyczami. Słodkie babeczki tak szybko znikały, że nie udało mi się sfotografować ani jednej pełnej pułki ze słodkościami...
Otoczona słodkim szaleństwem nie mogłam przejść obok obojętnie. Skusiłam się więc na zakup dużych lizaków serc i biało-czerwonej, słodkiej laseczki.
Najwięcej czasu spędziłam jednak na dziale zabawek drewnianych. Ostatnio na blogu Mo zachwycałam się drewnianymi aparatami fotograficznymi i kiedy wpadłam w tamten dział nie mogłam się przez baaardzo długo zdecydować którą zabawkę kupić Pierworodnemu. Najbardziej ujęły mnie kręgle stylizowane na brytyjską gwardię królewską. Ostatecznie nie kupiłam nic z drewnianych zabawek, bo Pierworodny jeszcze jest na nie za mały, a po co mają zagracać nasze juz i tak ciasne mieszkanie... Z pewnością jednak jeszcze nie raz wybierzemy się w tamto miejsce i okazja do zakupu czegoś (powiedzmy) wyjątkowego się nadarzy.
Mistrz Min został jednak obdarowany czym innym - szeleszczącą książeczką, w której zakochał się od pierwszego dotknięcia. Poniżej mała próbka tego, jak bardzo z prezentu się cieszy ;)
Na nasze nieszczęście odwiedzaliśmy to miejsce w niedzielę i tłok był
niesamowity, przez co nie miałam zbyt wielkiego pola do popisu w
robieniu zdjęć, dlatego też specjalnie dla Was znalazłam film prezentujący ten magiczny sklep. Gdybyście kiedyś byli w Londynie, gorąco polecam to miejsce - gwarantuję Wam, że po przekroczeniu jego progu znów poczujecie się dziećmi!
Na koniec małe ogłoszenie parafialne: będzie mi miło, jeśli polubicie nasz Facebook'owy profil i będziecie śledzić nas na Instagramie. Enjoy!
Na koniec małe ogłoszenie parafialne: będzie mi miło, jeśli polubicie nasz Facebook'owy profil i będziecie śledzić nas na Instagramie. Enjoy!
03 lutego 2014
Wyszło szydło z wora.
Zalewa nas chińszczyzna. Czy przesadzę, jeśli powiem, że 95% kupowanych przez nas produktów jest z Chin? Pewnie nie bardzo. A jeśli nawet, to margines błędu nie jest wcale taki duży. Dlaczego by więc, zamiast kupować coś wątpliwej jakości, nie wykonać czegoś własnoręcznie? Bo profity z DIY, czy uprawiania rękodzielnictwa są naprawdę duże. Większe, niż mogłoby się wydawać.
01 stycznia 2014
Świąteczne ostatki.
Mamy Nowy Rok, już po świętach, a ja ciągle mam w głowie naszą pierwszą Wigilię, którą po raz pierwszy spędzaliśmy w trójkę.
22 grudnia 2013
W obiektywie T.
Wykończyły mnie dziś pierogi, zaczęty, a nieskończony bigos, wykończyło mnie moje dziecko. Dlatego dziś odskocznia i od świąt i od własnego dziecka. Będzie za to dziecko obce.
02 grudnia 2013
Obiekt eksperymentalny.
Niestety, nasze dziecię ma przerąbane. Bo ojciec fotograf, matka amatorka i miłośniczka fotografii. A dziecko? Dziecku przypadła rola obiektu do ćwiczeń i eksperymentów. Wybacz nam dziecko. Mam nadzieję, że nie oberwie nam się pewnego dnia za to od Ciebie!
01 listopada 2013
Pstryk, pstryk.
Od kiedy Pierworodny jest na świecie temat fotografii stanął niemal w miejscu. Nie ma czasu, często po prostu się nie chce. No i ile można pstrykać zdjęć kwiatkom, ptaszkom, liściom i innym pierdółkom? Mi to nie wystarcza. Potrzebuję więcej.
13 września 2013
Co kraj, to architektura!
Moja dzisiejsza wycieczka w dwupaku z aparatem w ręce mogła być ostatnią. Ból kręgosłupa + stóp + zadyszka sprawiły, że zaczęłam się obawiać, czy dojdę z powrotem do domu. A przecież nie jestem znów aż tak wielka, żeby nie móc się przemieszczać, prawda? W każdym razie kilka fotek cyknęłam, bo taką straszną ochotę miałam, by ten prawdopodobnie ostatni raz ubrać się przyzwoicie, wyjść na ulicę i powyglądać ładnie w ciąży :)
04 września 2013
Ostatni pocałunek lata
Cierpliwie czekam. Cierpliwie, ale nie bezczynnie. Nie dałabym rady usiedzieć tak po prostu w miejscu zbijając bąki. Poniedziałek był ruchliwy, bo była wizyta u GP, wczoraj wyprawa na miasto w celu załatwienia rzeczy wszelakich. Dziś, kiedy T. poszedł do pracy nie mogłam już zasnąć. Za oknem leniwie wkradało się słońce przy cieszącym uszy i serce świergocie jakichś ptaków. A zza niedomkniętej szafy nieśmiało spoglądał na mnie aparat...
20 sierpnia 2013
Zachwycona efektami!
Witam Was w ten piękny dzień!
Dziś zaprezentuję Wam zdjęcia z zapowiadanej sesji ciążowej dla pewnej pary. Pracowało się z nimi wspaniale, byli otwarci na każdą koncepcję, wspaniale pozowali, byli naturalni, sama przyjemność wykonywać zdjęcia z takimi osobami. Te fotografie niewątpliwie będą ozdobą naszego portfolio.Wybranie kilku do zaprezentowania Wam sprawiło mi nie mały kłopot...
12 sierpnia 2013
Historia jednej bransoletki.
Jest sierpień. A ja tęsknię za upalnym lipcem.
Tegoroczny był chyba najcieplejszym w Anglii od wielu, wielu lat. Teraz znacznie się ochłodziło, mimo to próbujemy z sierpniowej pogody wycisnąć ile się da - lato, to najlepszy czas na wykonywanie sesji plenerowych, a już szczególnie tutaj, gdzie pogoda kaprysi bardziej, niż gdziekolwiek indziej..
Sesja sprzed tygodnia była dla nas bardzo owocna, powstało kilka perełek, a ja nareszcie znalazłam "miejsce" dla mojego pokaźnego worka biżuterii, która na tą chwilę jest bezpańska ;) Postanowiłam mój biżuteryjny worek zabierać na sesje, bo, a nóż widelec znajdzie ona swoje 5 minut jako dodatek do ubioru, stylizacji fotografowanej osoby.
Okazało się, że to trafiony pomysł, jedna z bransoletek ozdobiła dłoń naszej modelki sprzed tygodnia. Prezentuję Wam więc dzisiaj zdjęcie owej szczęśliwej bransoletki i jedno ze zdjęć z sesji.
ps. Uwielbiam turkus!!
08 sierpnia 2013
Zajęta nowymi wyzwaniami.
Tak, znów zniknęłam na czas jakiś. Niby niewiele, ale dla mnie i tak za długo. Powód? Cóż, ciąża przestawia człowiekowi troszkę w głowie ;)
Nie wiem co Wy na to, ale zamierzam troszeczkę rozbudować tematykę bloga. Przygotowania do pojawienia się nowego członka rodziny pochłonęły mnie bez reszty, ale nie tylko to. Oprócz poświęcania czasu na moje główne hobby doszła jeszcze jedna rzecz, która zajmuje dość dużą część moich myśli, mianowicie fotografia. Wraz z pojawieniem się tak długo wyczekiwanego przez nas profesjonalnego aparatu ruszyliśmy nareszcie z moim T. na podbój świata. Długo bym mogła się rozwodzić nad tym, jaką to wspaniałą rękę i cudowne oko ma mój przyszły mąż (to może zostawię na osobnego posta :P), ale, by zająć się fotografią już tak zarobkowo i profesjonalnie właśnie odpowiedniego sprzętu nam brakowało... Spod ręki mojego T. wiele wyszło pięknych fotografii, pomimo, że poprzedni aparat był tylko half-pro, ale teraz zdjęcia, które robi są po prostu.. ach, no mają jeszcze więcej głębi! :)
Tak więc oto nareszcie zaczęliśmy robić to, o czym mój T. marzył od ponad dekady. Na reszcie ma swój upragniony sprzęt, który pozwala mu się rozwijać, a ja spełniam się w roli organizatora, managera, sekretarki, asystentki i (początkującego) grafika - choć do umiejętności, które posiada mój Wspaniały w posługiwaniu się programami graficznymi brakują mi jeszcze lata świetlne. Niemniej małymi kroczkami uczę się co i jak.
Jeśli chodzi o rękodzieło, to ostatnio nic nowego spod mojej ręki nie wyszło. Ale, wyjdzie. Mam do wykonania aż 5 koszyczków. Jak już je wykonam, na pewno się pochwalę, choć przyznać muszę, że ostatnio siedzenie przy stole i kręcenie rurek jest nie miłym zajęciem dla mojego kręgosłupa..
Bo tak gwoli ścisłości do rozwiązania zostało niecałe 5 tygodni. Prawie codziennie znajdzie się coś, co wyciśnie ze mnie łzy: czy to rozczulające zdjęcie noworodka, czy to poranna pobudka, którą moje Serduszko funduje mi wierceniem się, czy nawet krótka myśl o tym jak już po trudach porodu lekarze kładą mi mojego Maluszka na piersi i oglądam go po raz pierwszy.. (uf, zaraz znów się na tą myśl ze szczęścia popłaczę, więc przejdę do sedna..).
Tak więc moje Drogie, reasumując wszystko i jeszcze więcej.. ;) Będą się tu pojawiać posty opowiadające o tych ostatnich chwilach ciąży, o macierzyństwie, o fotografii, sesjach zdjęciowych, zapewne będę się chwalić zdjęciami, które wykonamy, a i zostawię sobie jeszcze furteczkę małą, przez którą będą przemykać różne, całkowicie abstrakcyjne tematy, którymi będę chciała się z Wami podzielić :)
Uf, no troszkę przynudziłam chyba :P Ale muszę uprzedzić, że prawdopodobnie od tej pory na blogu znajdzie się większość takich rozbudowanych tekstowo postów. Mam nadzieję, że mimo to ze mną zostaniecie :)
Pozdrawiam Was baaaaardzo serdecznie i życzę Wam tyle szczęścia w życiu, ile ja mam teraz!! :)
23 lipca 2013
Bliźniaki
Cześć moje drogie :)
Dziś prezentuję Wam dwa bliźniacze naszyjniki, które już znalazły właścicielki. Zdobią dekolty mam moich dobrych znajomych :)
Głównymi ozdobnikami przykuwającymi uwagę są krążki lawy wulkanicznej. Przyznam są dość sporych rozmiarów, nie należą też do najlżejszych, dlatego w ogóle się nie nadawały do użycia ich na kolczyki :( Wykombinowałam więc naszyjniki i jestem z efektu bardzo zadowolona.
Brązowy jest więc połączeniem lawy wulkanicznej i kamieniu jaspisu, drugi, natomiast to lawa wulkaniczna + kamienie onyksu.
Mam nadzieję, że nie nudzą Was ciągłe biżuteryjne tematy u mnie :)
Pozdrawiam Was baaaardzo serdecznie, bardzo dziękuję za odwiedziny, komentarze, zainteresowanie!! :)
09 lipca 2013
Druciana biżuteria?
Cześć Wam!! :)
Miałam małą przerwę w pisaniu, wszystko spowodowane jednym wielkim zakręceniem u mnie w życiu ;)
Nie chwaliłam się, ale za około 2 miesiące spodziewam się przyjścia na świat pierwszego moje dzieciątka, a co za tym idzie jest mnóstwo rzeczy do zrobienia w tym czasie ;)
Dziś pokażę Wam biżuterię, którą plotłam sobie wykorzystując do tego cienki drucik. Jak zwykle eksperymentalnie, ale też wyszło chyba nie najgorzej ;)
I na koniec, bardzo dziękuję tym, którzy mnie odwiedzają, obserwują i oczywiście zostawiają ślady w postaci komentarzy!! Duży całus dla Was!! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























