Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Six InstaMix!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Six InstaMix!. Pokaż wszystkie posty

21 października 2014

Six InstaMix #7



Ponad dwa tygodnie minęły od ostatniej notki. Prawdę mówiąc już myślałam o porzuceniu pisania, gdyż teraz czas na cokolwiek skurczył się do bardzo małej ilości, a i głowę mam często zbyt przepełnioną listą "to trzeba zrobić". 
Jednak postanowiłam się nie poddawać. Nie porzucę robienia tego, co sprawia mi niemałą satysfakcję. Mam nadzieję, że mimo ostatniej dość długiej przerwy zostaniecie ze mną na dobre i złe ;)
Tymczasem, zapraszam do przeglądu zdjęć z września i części października. Jednocześnie chciałabym też o jednej zmianie wspomnieć. Od kiedy zaczęłam pracować nasze życie zrobiło się trochę mniej obfitujące w ciekawostki, więc zapewne comiesięczne sprawozdanie byłoby nudne, postanowiłam więc, że odtąd posty z tej serii będą się ukazywać, gdy uzbieram te 6 zdjęć z wydarzeń, które będą faktycznie interesujące.

06 września 2014

Six InstaMix #6



Właśnie minął sierpień, a tym samym minęło pół roku od założenia tej serii. Jaki był ten miesiąc? Odrobinę wyczerpujący, a zarazem niosący sporo zmian. Być może nie obfitował w jakiś wystrzałowy natłok wydarzeń, które głęboko wyryły się w pamięci, niemniej znajdzie się kilka ciekawostek, o których mogę Wam opowiedzieć. To co, ciekawi zdjęć z mojego Instagrama i historii z nimi związanych?

07 sierpnia 2014

Six InstaMix #5

Nastał sierpień, więc czas krótko, acz treściwie zrelacjonować lipiec. Lipiec był niejednoznacznym miesiącem. Pomimo pewnego wyciszenia, był intensywny. Nie tylko jeśli chodzi o wydarzenia, ale o moje przemyślenia. Te pierwsze tyczyły się jego pierwszej połowy, natomiast te drugie, będące jakby echem minionego czasu, tyczyły się drugiej połowy, kiedy to wróciliśmy do domu w UK.

12 lipca 2014

Six InstaMix #4




Minął kolejny miesiąc. Tym razem w przyszła kolej zrelacjonować miesiąc czerwiec, który minął praktycznie zaraz po tym, jak się zaczął. Tak jak pisałam w poprzednim poście z tego cyklu, czerwiec był dużo ciekawszym miesiącem, niż opisany wcześniej maj :) No zapraszam do oglądania, co się u nas działo ;)

16 czerwca 2014

Six InstaMix #3


W porównaniu do kwietnia maj był u nas bardzo spokojnym miesiącem. Obyło się bez wywrotowych i spontanicznych decyzji i wielkich, nadwyczajnych wydarzeń. 


Maj w Deszczowej Krainie pod względem pogodowym był dość różnorodny. Miałam okazję podziwiać prawdziwe gradobicie, które tak szybko jak się pojawiło, tak szybko znikło. Może nie jest to najbardziej ekscytująca rzecz, jaką można opisać, jednak podoba mi się to instagramowe zdjęcie, na którym można podziwiać gęste opady i pełną gradu rynnę ;)


W zestawieniu nie mogło też zabraknąć Pierworodnego. W maju zaliczył on pierwsze bujanie się na huśtawce. Był tym faktem dość zaskoczony, ale jak tylko zaczęłam się z nim wygłupiać, był najszczęśliwszym dzieckiem na placu zabaw.


W maju zaczęliśmy się też więcej ruszać. Rozegraliśmy pierwszą partyjkę tenisa, ale po godzinie biegania z rakietami mieliśmy już dość. Na całe szczęście korty tenisowe w Anglii są świetnej jakości i nie ma żadnych niebezpieczeństw, które czyhają na mnie na każdy kroku, tak jak w Polsce, a które zawsze musiały mnie dopaść. Np. taki nieszczęsny drut, który powalił mnie na ziemię, zanim zdążyłam do zauważyć ;P


Maj to również pierwsze upały. Dlatego zaopatrzyłam Pierworodnego w krem z wysokim filtrem, by nic złego nie przytrafiło się jego delikatnej skórze. 


W związku z pojawieniem się zębów postanowiliśmy też zacząć o nie dbać. Kupiłam więc Pierworodnemu pierwszą szczoteczkę i pastę do zębów. Nie trudno się domyślić, że past
a jet bardzo namiętnie smakowana, a szczoteczka gryziona ;)


A w związku z uzupełnianiem braków w mojej prywatnej piramidzie Maslowa, zaczęłam też pracować nad zapełnieniem braków językowych. A im dłużej mieszkam w Deszczowej Krainie, tym mocniej rażą mnie moje niedociągnięcia, których coraz bardziej jestem świadoma. Nic tak nie irytuje jak fakt, że komunikując się, zdaję sobie sprawę z błędów jaki popełniam i ta bezsilność i brak wiedzy, by porozumiewać się lepiej.

Cóż, to by było na tyle. Z pewnością czerwiec będzie dużo ciekawszym miesiącem. Ale o tym przeczytacie dopiero za jakiś czas ;)
Relacje z poprzednich miesięcy znajdziecie tu:

Możecie też polubić mój facebookowy profil, a żeby być na bieżąco możecie obserwować mojego Instagrama.

15 maja 2014

Six InstaMix! #2



Kwiecień już dawno za nami, więc na drugą odsłonę Six InstaMix już czas najwyższy. Powiem jedno - kwiecień był intensywny, zaskakujący. Gdybym miała go zrelacjonować całego, prawdopodobnie wyszło by z tego niezłe wypracowanie, ale to, co opiszę dziś musi Wam wystarczyć ;)



 Cóż, kwiecie był niewątpliwie miesiącem wielkiego żarcia. I eksperymentów kulinarnych, mniej lub bardziej szalonych. Eksperyment powyżej nazywa się kurczak na butelce piwa. Jak to skomentowała jedna osoba, wygląda nieco upiornie. Ale wiecie, kiedy było tak naprawdę upiornie? Kiedy mój przyszły ślubny zorientował się, że nie zeskrobał naklejki z butelki... Mimo to kurczak palce lizać!


Było jedzenie, było i picie, a jakże! Pewnej soboty zadzwoniła do nas kumpela z pytaniem: mogę do Was wpaść na wino? No i wpadła z hiszpańskim specjałem. A, żeby dodać wieczorowi nieco pikanterii, nasz główny "polewacz" postanowił do wina dolać nam białego rumu. A my głupie myślałyśmy, że to wino to tak oryginalnie cierpkie jest... 



Natomiast na Wielkanoc przykicał do mnie baaaardzo miły zajączek - dostałam najnowszy krążek moich ulubionych chłopaków. Nie wyjmuję jej z odtwarzacza. Gra i buczy niemal codziennie. Uwielbiam!!!!



Moje miesięczne zestawienie Instagramowo-zdjęciowe nie mogłoby się obejść bez zdjęcia Pierworodnego. Tu w mojej ulubionej gwiazdorskiej pidżamce. I tak w ogóle po prostu kocham to zdjęcie!





Ostatni dzień kwietnia był najbardziej spontanicznym dniem roku. Jak do tej pory. Dzień wcześniej zorientowaliśmy się, że nie mamy przeglądu na auto, podatek drogowy kończy się wraz z dniem 30stego kwietnia i zostajemy z niczym. Ogólnie historia naszego samochodu jest bardzo złożona, bo przez wypadek w tamtym roku (byłam w końcówce 7 miesiąca ciąży), nasze auto dostało kategorię "C" co w Anglii oznacza zdatność do jazdy, jednak po przejściu znacznie droższego przeglądu, po tym, jak skończy się nam bieżący. A ponieważ nie chcieliśmy już pakować więcej kasy w zieloną żabę, która zawiodła nas kilkakrotnie, postanowiliśmy... kupić nowe auto. Podliczyliśmy oszczędności i ostatniego dnia kwietnia robiliśmy trasę dookoła Londynu oglądając samochody. Udało się, wróciliśmy dwoma, a teraz zielona żaba czeka na zezłomowanie... Choć teraz trochę mi jej szkoda, pomimo tego, że tyle razy jej obiecywałam, że zepchnę ją z klifu, jeśli jeszcze raz nawali...



Ale najlepsze na koniec - końcówka kwietnia należała zdecydowanie do Pierworodnego, dlatego pozwoliłam sobie w tym wypadku na tryptyk. Wszystko to rozegrało się w ciągu pięciu dni. Pięciu! Najpierw były nieśmiałe próby przy bujaczku, potem przy tapczanie, a swoje akrobacje skończył NA bujaczku. Tak, zdecydowanie od tamtej pory moje dni stały się nieco mniej produktywne, a bardziej obfitujące w stany przedzawałowe...

22 kwietnia 2014

Six InstaMix! #1



Tych, którzy nie posiadają Inastagrama trochę rzeczy omija. A z kolei ci, którzy go posiadają są z nami na bieżąco, jednak nie do każdego zdjęcia chce się pisać na telefonie całych wypracowań, żeby w pełni oddać to, co się u nas działo. Postanowiłam więc stworzyć serię Six InstaMix, w której będę wybierać sześć zdjęć z mojego Instagrama, by je Wam tu pokazać, a dodatkowo wypowiedzieć się na temat każdego z nich, czyniąc wpisy pod tą etykietą bardziej podobnymi do pamiętnikowych relacji. Wpisy z tej serii będą pojawiać się raz w miesiącu, a pierwszy tego rodzaju post zaczynam relacją z miesiąca marca :)


Zdecydowanie na pierwszy ogień idzie Pierworodny - no bo jakże inaczej? Znaczną część miesiąca spędziłam klęcząc przy nim, lub siedząc obok, żeby go pilnować. Przed upadkiem. Stąd też te poduszki wokół niego, gdyż piernik mały nie umiał, a chciał siedzieć. Koniecznie. Jeśli nie siedział była obraza majestatu i jęczenie pt. "Muszę siedzieć, inaczej cały dzień będę marudził, rozumiesz?"
  

W marcu odbyła się również nasza druga już wycieczka do Londynu, którą z resztą już opisałam, niemniej wydarzenie to wydaje mi się na tyle ważne, by umieścić w marcowym zestawieniu fotkę z Muzeum Nauki, w którym byliśmy. Nadal podtrzymuję swoje zdanie - warto!


No, ale marzec to nie tylko przyjemności. To też praca nad tym, by pozbyć się wielkiego tyłka. Yduu, ja nie marudzę, żeby nie było! ;>

  

 Nie tylko ja ciężko pracowałam, Pierworodny również. Np. nad tym jak bardziej efektywnie się poruszać. Były złości, pisk niemocy, były błagalne oczy w stylu kota ze shreka. No ale dziecko nooo, ja się raczkować za Ciebie nie nauczę!


 

Końcówka marca nie była wymarzonym stanem w jakim się znalazłam. Bo przyjaźń ze skakanką sporo mnie kosztowała - utratę głosu i kaszel taki, że płuca wyplułam chyba ze 3 razy. Na dodatek, mój wspaniały przyszły mąż "uszczęśliwił" mnie wyborem najgorszego z możliwych syropów - miętowego. Nienawidzę. Ale pomogło i żyję.


W zasadzie prawie nie robię sobie fotek "selfie", ale ta mi akurat wyszła, ja na niej też wyszłam jak człowiek, a to sukces, więc wrzucę, a co. Lepsze takie, niż to, na którym wyglądam jak cień człowieka, zasłaniając pół twarzy tabletkami. Które de facto nie pomogły, a które świetnie zastąpił wspomniany wyżej syrop. Komentarz przyszłego męża widzącego tą fotę to: wyglądasz, jakbyś miała 12 lat! Do tej pory rozkminiam, czy był to komplement, czy raczej powinnam się obrazić...

A, żeby być na bieżąco i obejrzeć wszystkie dodawane przeze mnie zdjęcia zapraszam rzecz jasna na mój Instagramowy profil. Do zobaczenia na nim, lub za miesiąc w relacji z kwietnia ;)