Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z PROJEKT "Mamo bądź kobieca". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z PROJEKT "Mamo bądź kobieca". Pokaż wszystkie posty

17 maja 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień IX


Kobiety nienawidzą dresów. Matki szczególnie. Bo, czy dres nie jest oznaką tego, że kobieta coraz bardziej przestaje dbać o swój wygląd zewnętrzny? Czy nie jest to sygnał dla reszty świata, że oto ja-matka mam ważniejsze rzeczy na głowie, niż to, żeby przywdziać na siebie coś bardziej wymagającego, niż tylko wiszące portki i rozciągniętą, uplamioną bluzę? W wielu przypadka jest i prawda jest taka, że każda matka łażąca po domu w sfatygowanym dresie, z byle jak albo i w ogóle nie ułożonymi włosami wygląda jak półtora nieszczęścia. I tak też się czuje. Słusznie z resztą, bo jak tu się czuć ładnie i kobieco, kiedy strojem domowym i wyjściowym jest tylko i wyłącznie dres, lub coś, co go przypomina?

Ten tydzień projektu nie nastręczył mi w zasadzie żadnych trudności, bo oprócz stanu połogowego i zimowych wieczorów dres chowam w najciemniejsze czeluści szafy. A wyciągam stamtąd tylko i wyłącznie wtedy, gdy w szafie jest on jedyną już, czystą alternatywą. Wiosna w pełni, a w Deszczowej Krainie niemal letnio się zaczęło robić, więc sprzyja to w szczególności chęciom, by zakładać na siebie coś, co doda nam nieco uroku. Z okazji tego tygodnia, chciałam więc Wam pokazać moje 7 strojów na każdy dzień tygodnia.


Oczywiście, nie zawsze da się wyglądać super i mi też zdarza się wyglądać jak "idź stąd i nie wracaj", ale staram się wyglądać dobrze, chociażby z tego względu, żeby na ulicy się za siebie nie wstydzić. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie w każdym stroju mi idealnie dobrze, ale nigdy nie byłam i nie będę modelką. Nie jestem też stylistką, ani zaprawioną w boju szafiarką, by bez zająknięcia radzić sobie z doborem elementów strojów, jednak czy nie ważniejsze jest to, by wyglądać po prostu na zadbaną, szczęśliwą kobietę, która cieszy się macierzyństwem? :)



13 maja 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień VII i VIII



Odkurzam projekt, gdyż ostatnio poleciałam sobie w kulki. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone, choć nie liczę na to, że zapomniane ;)
Wiosna sprzyja wszystkiemu: wyjściom, większej aktywności towarzyskiej w terenie, plotkowaniu i wyzwala w nas energię do działań wszelakich. A tej energii potrzebowałam bardzo, gdyż ostatnio rozpuściłam się jak bicz dziadowski i rozlazłam się totalnie. Jednak rozflaczenie jest już za mną, a ja nadrabiam, miksując 2 tematy w jednej notce, czyli co nieco, o życiu towarzyskim i o rozkoszach dla ciała, czyli spa.

Tydzień VII projektu zaczął się wyśmienicie, idealnie wręcz. Była energia, były spotkania towarzyskie, które naładowały akumulatory na resztę zabieganego i zakręconego tygodnia. Była siłownia na świeżym powietrzu, plotki przede wszystkim, bo bez tego ani rusz, był pierwszy raz, (ale taki z prawdziwego zdarzenia) Pierworodnego na placu zabaw. Debiutował na huśtawce w towarzystwie ulubionej koleżanki, zupełnie zapomniawszy już o tym, że kilkadziesiąt minut wcześniej, wspomniana gwiazda próbowała złamać go w pół w przypływie nagłego zainteresowania ;) 

Tydzień ósmy dopiero zrealizowałam dnia wczorajszego. Może późno, ale za to intensywnie. Tak, nawet bardzo. Pozostawiłam przyszłego ślubnego na pastwę niechcącego zasnąć Pierworodnego i zabunkrowałam się w łazience. Na długo. Na tak długo, że kiedy wyszłam Pierworodny już spał i T. też spał z otwartą buzią, przed monitorem komputera. Byłam na tyle bezczelna, że cyknęłam mu kompromitującą fotkę, której nie zawaham się użyć, gdy szantażem będę chciała coś osiągnąć :D

No dobra, ale do rzeczy.. Co zrobiłam? Cóż - wszystko to, na co matka nie ma czasu. Wszystko. Łazienka spisała się jako domowe spa bardzo dobrze. Na początek poszła w ruch maseczka na twarz. Bosko pachniała - malinami. A twarz tak mi ściągnęło, że czułam się jak nabotoksowana... Dalej w ruch poszła pęseta, i inne narzędzia. Gorący prysznic i intensywny masaż myjką miał pobudzić do pracy zakończenia nerwowe. I chyba się udało, bo wyszłam spod niego czerwona jak rak. Drastyczny zabieg złagodziłam euforycznym balsamem. Niestety nie starczyło mi już czasu na najęcie seksownego, umięśnionego masażysty, więc pozostało mi więc zabalsamowanie się samej. Do tego jeszcze manicure i pedicure i oto mogłam wyjść z zaparowanej łazienki z poczuciem, że zrobiłam sobie dobrze :D

Wnioski?
Zdecydowanie powinnam robić sobie takie wieczory częściej. Maseczki na twarz są super, dopóki nie musisz twarzą poruszać. Samopoczucie po takim wieczorze poświęconym swojej urodzie jest nie do przecenienia. I ta świadomość i zadowolenie, że oto zrobiło się wszystko, co konieczne za jednym zamachem, od "a" do "z" i to bez pośpiechu i nie przy okazji. 
I jeszcze jeden wniosek.. Czasem (ale niezbyt często!! :P)warto się po prostu zapuścić, żeby jak doprowadzimy się do perfekcji nasz mężczyzna to zauważył i gwizdnął z zachwytu ;)


A na koniec część moich wczorajszych przyjaciół ;) 1. Balsam Calvin Klein Euphoria 2.Krem oliwkowy Ziaja 3. Balsam Daggle 4. Żel pod prysznic adidas 5. Maseczka Primarkowa

20 kwietnia 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień VI


W tym tygodniu mama miała iść na zakupy. I poszła. Ale oczywiście, jak to typowa matka, nie wybaczyłaby sobie, gdyby miała kupić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Nie, nie, nie. To jest raczej mission impossible. Na dodatek, jako rasowa kobieta, bądź, co bądź zamiast wrócić z dokładnie tym co potrzebowała i chciała sobie kupić, wróciła z czymś zupełnie innym. Hm, znacie to skądś..? Ale o tym, co wpadło mi w ręce w tym tygodniu napiszę na sam koniec. 


Przyznać się muszę, że kiedyś przeglądając wiele blogów modowych marzyło mi się w skrytości też działanie na takim polu. Ale w prowadzeniu tego typu bloga przeszkadzałoby mi jedno z moich dziwactw: zahamowania w wydawaniu na siebie pieniędzy. Oczywiście od czasu do czasu kupuję coś sobie, no bo masochistką też nie jestem, ale zazwyczaj jest to coś co potrzebuję, a prawie nigdy, to, co mi się podoba. Mimo to czułam, że ten tydzień będzie dla mnie szczególnie przyjemny, ponieważ postanowiłam wykorzystać mojego T. do zrobienia mi zdjęć, takich, jakie bym umieściła na blogu modowym ;) I pomimo tego, że ciuchy, które posłużyły mi do "stylizacji" zostały kupione nieco wcześniej i same zdjęcia  zrobione wcześniej również, to myślę, że i tak mogę je w tym tygodniu zaprezentować. 



Na sobie mam: bluzka F&F (tesco), skórzana spódniczka H&M, rajstopy z primarka, kurtka "no name", buty: Dr Martens, kolczyki: dawno temu z Browaru Poznańskiego

Wszystko na zdjęciach zostało zakupione już po ciąży, bo w czymś chodzić trzeba było ;) Tfu, wróć - bluzka została zakupiona jeszcze w ciąży, ale reszta już po. A prócz tego, co na zdjęciach kupiłam jeszcze szarą sukienkę w cętki pantery (H&M), niestety jest w praniu, oraz półbuty (Mark&Spencer), które można było zobaczyć na zdjęciach z pierwszego tygodnia projektu. Moje ostatnie zakupy, to szara bluza: "no name", białe tenisówki (na chusteczce i brudne bo już chodzone) i zestaw 6 par kolczyków z primarka. Całość za zawrotne.. 8,5f, czyli jak za darmo :D


No. Pochwaliłam się. Dziękuję za uwagę! :)

14 kwietnia 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień V



Realizacja tematu "Mama we własnym świecie" była w tym tygodniu dla mnie motywacją, by coś w końcu podziałać i pokończyć niektóre zaczęte prace rękodzielnicze. Jednak nie było to takie proste, bowiem Pierworodny postanowił się zbuntować i wymagał ode mnie, żebym poświęcała mu więcej uwagi, niż zwykle. Mimo to, jestem z siebie zadowolona.

Przede wszystkim skupiłam się w tym tygodniu na szydełkowaniu, gdyż jest to dość odprężające, nie wymaga rozkładania nigdzie jakiegoś wielkiego warsztatu i przyborów, a pracę można przerwać w dowolnym momencie, nie bojąc się, że coś się zepsuje, ułamie, odklei itp. W ruch poszło więc szydełko, a także igła, by co nieco do siebie przymocować. Do kolekcji moich szydełkowych wariacji dołączyło kilka nowych rzeczy:


czapka krasnal z pomponem


czapka sowa


opaski dziewczęce



 Jeśli kogoś ciekawi przyczyna powstawania tych moich małych dzieł, to już śpieszę z odpowiedzią. Nie jest to jedynie przyjemna forma spędzania czasu, ale budowanie zaplecza akcesoriów do noworodkowych sesji zdjęciowych, które zapewne będziemy za jakiś czas wykonywać. A, że jestem, jaka jestem, to lubię mieć w czym wybierać i być przygotowana na każdą ewentualność, więc oprócz standarodowego rozmiaru dla noworodka próbuję też dziergać czapy w rozmiarach 3-6 mies i większe. Choć na razie z wyczuciem rozmiaru ciężko ;) 
Ale, żeby nie było, że poszłam zupełnie na łatwiznę, to postanowiłam jeszcze dokończyć pewną zaczętą i prawie skończoną rzecz: a mianowicie polakierować 2 koszyczki, które wyplotłam już jakiś czas temu, ale nigdy jakoś nie mogłam się zabrać do tego, by w końcu je zabezpieczyć przed wilgocią. W tym tygodniu się udało, a oto one (wybaczcie, że pokazuję je już z całym ekwipunkiem, ale jako rasowy leniwiec nie chciało mi się już z nich całego majdanu wyciągać):





Więc, w tym tygodniu zadanie uważam za wykonane na 100%. Jedyne, do czego muszę się jeszcze zabrać, to dokończenie sowy, gdyż brakuje jej ozdobnych warkoczyków po bokach, którymi można by dziecku czapeczkę pod szyją zawiązać.

07 kwietnia 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień IV




Mama sprawia sobie przyjemność..

Jestem maniakiem gier. O tym świadczy chociażby fakt, że z moim Lubym spiknęłam się dzięki temu, że pewną grę od niego kupiłam, a potem grałam na serwerze, którego był właścicielem. Tak, zdecydowanie jestem maniakiem, ale nie tylko gier komputerowych, ale również wszelkiej maści planszowych, karcianych, zręcznościowych. Ale jako osoba, która kocha czytać i pisać, największą miętę czuję do gier słownych. 
Cóż... dlaczego spóźniam się z wpisem z tego etapu projektu? Cóż... bo poświęciłam się w tym tygodniu temu zadaniu bez reszty :D I myślę, że gdyby ten tydzień był jakoś zintegrowany z pierwszym tematem projektu, zapewne okazałoby się, że 98% obowiązków domowych jest w zasadzie zbędna... :D

W zasadzie na początku tygodnia nie szalałam jakoś specjalnie z zadaniem, gdyż jako wyżej wspomniana maniaczka zawsze znajduję czas, żeby po prostu w coś pograć. Akurat tak się złożyło, że T. wyszedł z propozycją, filmu na wieczór. Wybitna fanką kina nie jestem, ale T. wie jak nakłonić mnie do obejrzenia czegoś.. wystarczy, że powie: wiesz, znalazłem fajny film z naszym ulubionym aktorem. I nawet nie musi podawać tytułu - ja zawsze się zgadzam. A tą tajemnicza postacią, która tak nas do ekranu przyciąga jest Jason Statham. W sumie, to nawet postanowiliśmy, że obejrzymy wszystkie filmy, w których grał. Zatem w poniedziałek, wtorek i środę obejrzeliśmy wszystkie 3 części "Transportera". W czwartek namówiłam T. na partyjkę w państwa-miasta i jengę. Piątek wieczór należał znów do Stathama w "Adrenalinie". Ale to w weekend przepadłam całkowicie... Bo było obżarstwo i leń, jakich mało.

No, ale po kolei.. w czwartek i piątek dałam się namówić na robienie ryby po grecku i jabłecznika (choć tak nie cierpię piec). I jedno i drugie wyszło mi tak obłędne, że w szale obżarstwa nie pomyślałam nawet o fotce na Instagrama.. Jednak głównym sprawcą mojej wielkiej przyjemności było kupienie sobie dodatku do gry, którą aktualnie katuję: Don't Starve. Luby nie wiedział, co czyni informując mnie, że dodatek wyszedł ;> Większą część weekendu przesiedziałam przed komputerem, a on dzielnie zajmował się Pierworodnym. Nie siliłam się specjalnie też na obiady, gdyż w piątek roztropnie ugotowałam coś na 2 dni, a w niedzielę pałaszowaliśmy wspomnianą rybę, popychając plackiem. Żałuję jedynie, że nie pomyśleliśmy wcześniej, by spotkać się ze znajomymi, którzy daliby się namówić na wieczór gier, bo mimo wszystko granie w scrabble, eurobiznes, czy monopoly deal jest znacznie bardziej emocjonujące w 3-4 osoby niż we dwoje. No, ale od czego jest kolejny weekend? :)

A niżej screeny gier, które zatrzymały mnie przy sobie na bardzo długo :P
A Wy lubicie grać? Macie jakieś swoje ulubione komputerowe i tradycyjne gry?



30 marca 2014

Projek "Mamo bądź kobieca", tydzień III



Będąc ze sobą i z Wami szczerą muszę się przyznać, że nie jestem w stanie (i nawet nie chcę) zmieniać jakoś drastycznie swoich nawyków żywieniowych. Jednak z okazji tematu "Mama zdrowo się odżywia" mam pewną alternatywę, która pozwoli mi wyjść tego tygodnia projektu obronną ręką.
Mianowicie, chciałabym Wam zaproponować kilka rozwiązań, które nie namieszają za bardzo w naszym życiu i nie będą wymagać jakichś wielkich zmian. A wprowadzenie kilku prostych i zdrowych propozycji do naszego stylu żywienia może być początkiem wielkich, długodystansowych zmian.

Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak mąka orkiszowa. Nie dość, że coś takiego egzystuje, to na dodatek jest bardzo zdrowe. Wszelkie produkty z niej wykonane (pieczywo, makaron itp) są znacznie bardziej wartościowe, niż ze zwykłej mąki. Makaron z tejże mąki osobiście wypróbowałam. Smakuje zupełnie inaczej, trochę dziwnie na początku, ale ogółem nie jest źle, można się przyzwyczaić. I zamierzam na stałe wprowadzić go do naszego jadłospisu (choć tradycyjny makaron i tak z nami zostanie).

Druga sprawa to ryby. Każda z nas wie, że ryby są zdrowe, dobrze by było je jeść co najmniej raz w tygodniu. Więc jedzmy, ale błagam, nie żadne pangi! Zamiast raz w tygodniu zjeść tanią, bezwartościową, a co najgorsze nachemizowaną pangę, lepiej raz na miesiąc, zjeść porządną zdrową rybę (chociaż droższą), jak dorsz, czy łosoś. Bo nie wiem, czy wiecie, ale łosoś jest w pierwszej 5 najzdrowszych pokarmów na świecie! Dla matek karmiących zaś łosoś ugotowany na parze jest smacznym i zdrowym posiłkiem! Ja osobiście wybieram dorsza i obiecuję solennie, że przyłożę się do tego, by ryba gościła u nas na stole częściej, nie tylko w tym tygodniu.

A trzecia sprawa to... przydomowy ogródek. Owszem, nie każda z nas ma działkę, czy balkon nawet. Ale może warto by było choćby cebulkę w ziemię władować, żeby mieć własny szczypiorek? Ja tak zrobiłam, Was też do tego zachęcam. Do jajecznicy i na wiosenne kanapki - idealny!
A kiełki rzodkiewki? Z kanapeczką niebo w gębie :)

A jak osobiście zastosowałam się do tematu tego tygodnia? Cóż, oprócz wprowadzenia trzech rozwiązań, o których wspomniałam wyżej, starałam się walczyć z własną niezdrową manierą jedzenia rzadziej, a więcej. Poza tym, niedzielne zakupy w zeszłym tygodniu były w 80% nakierowane na owoce i warzywa. Oprócz zdrowych, warzywnych zup (których T. nie jest zbyt wielkim zwolennikiem), postanowiłam unikać połączenia mięsa i ziemniaków. Zatem było spagetti, były kotlety mielone z brokułem i kalafiorem (ku rozczarowaniu T. bez ziemniaków), do kanapek były kiełki rzodkiewki i sałata lodowa, zero dań na wynos i fast food-ów. Pomimo, że jakoś mocno się z tym tematem projektu nie namęczyłam, to czuję się z siebie zadowolona. Bo małe zmiany też cieszą :)


22 marca 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca" tydzień II



Organizatorka projektu to sprytna lisica ;) W pierwszym tygodniu projektu kazała nam odpoczywać, żeby tym razem zmusić nas do pracy nad sobą w sferze fizycznej. I wiecie co? Nie narzekam! Powiem więcej, temat "Mama pracuje nad swoją sylwetką" jest bardzo nam potrzebny. Dlaczego? Bo każda chciałaby wrócić do formy fizycznej, zgubić co nieco, czy choćby popracować nad kondycją, ale najciężej zrobić ten pierwszy ku temu krok. Bo potem to już leci. Odrobina samozaparcia i jesteśmy w stanie wyrobić sobie ćwiczeniowe nawyki.

W tym tygodniu naprawdę mocno chciałam wziąć się za siebie, miałam wszystko rozpisane, ale cały plan szlag trafił. Mimo to, część udało mi się zrealizować, choć czuję niedosyt.
 
 W poniedziałkowy ranek zaczęłam delikatnie: pajacykami. I postanowiłam robić je codziennie, tyle, ile będę w stanie, do upadłego. Kilka miesięcy temu przypadkowo natknęłam się na taką propozycję aktywności na jakimś blogu i siedziało mi to w głowie. Tym bardziej, że osoba, która codziennie tak pajacowała do upadłego, zgubiła po tygodniu 1-2cm w biodrach! A u mnie biodra tak się rozlazły, że postanowiłam wytrwale tą formę ćwiczeń stosować.
Prócz tego obiecałam sobie, że w tym tygodniu pójdę aż trzy razy na siłownię, a w dni, kiedy na nią nie pójdę będę skakać na skakance.

W zasadzie do wtorkowego wieczoru wszystko szło gładko: w poniedziałek zaliczyłam poranne pajacyki i wieczorną siłownię, wtorek otwierały pajacyki również, wieczorem wyszłam na parking, by poskakać na skakance. A dnie następnego straciłam głos, przypałętał się kaszel, a nawet stan podgorączkowy. O ile byłam w stanie zrobić rano pajacyki, tak wieczorem, już żadna siła nie była mnie w stanie zawlec na siłownię. Zaaplikowałam sobie więc garść tabletek na noc, a w czwartek było już o niebo lepiej. Odfajkowałam pajacyki rano i siłownię wieczorem. W piątek nie robiłam nic, prócz porannych pajacyków, tak samo dzisiaj, bo ze skakanką pokłóciłam się na dobre. Może, gdy za miesiąc, dwa zrobi się cieplej, przeprosimy się z nią i spróbujemy zaprzyjaźnić jeszcze raz...

Podsumowując, każda moja forma aktywności ma swoje plusy i minusy. Oczywiście pożalę się i pogderam nad minusami. Co jest najgorsze w:
...siłowni? - Wstyd. To, że chciałabym urozmaicić ćwiczenia, ale się krępuję używania innych przyrządów, żeby nie wyglądać pokracznie, albo rozkminiać godzinę jak się nimi obsłużyć...
- pajacykach? - mięśnie Kegla i trzęsące się przy każdym podskoku sadło na brzuchu.
- skakance? -załatwienie sobie gardła i zafundowanie kaszlu, mięśnie Kegla (a jakże!) i trzęsące się sadło...

Mimo wszystko byłam dzielna. Trzymajcie kciuki, żebym wytrwała w tych postanowieniach jak najdłużej, bo wiem, że na efekty przyjdzie jeszcze trochę poczekać, więc muszę znaleźć dodatkowe pokłady motywacji. A niżej "wykres" ilościowy moich pajacyków do dnia dzisiejszego. Dobiłam do setki wcześniej niż zakładałam i... zgubiłam w biodrach pół centymetra!! ;)


15 marca 2014

Projekt "Mamo bądź kobieca", tydzień I




Chujowej Pani Domu nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Uwielbiam ją i te wszystkie inne chujowe panie, które się z tym nie kryją, mają absolutny luz w podejściu do porządku i jego braku, i nie silą się na idealność, tylko dlatego, że ktoś tego oczekuje. Czasem chciałabym być jedną z nich. W trakcie ciąży prawie mi się udało, kiedy przez pewien okres odstraszał mnie zapach (nawet wyszorowanego!) zlewu, czy lodówki. Ale to minęło i teraz w tym temacie jest ze mną ciężka sprawa. Bo jestem sprzątaczoholikiem.

Dlatego też ten pierwszy tydzień projektu "Mamo bądź kobieca", który zakłada odpuszczanie zbędnych obowiązków domowych jest dla mnie wyzwaniem. No z grubej rury się zaczęło. Ale to nic, bo i tak rozpoczął się nieźle: bowiem wieczorną porą, kiedy to wyszłam z domu na spacer (sama!) i zostawiłam cały poobiadowy majdan w pi.du, ten w magiczny sposób po moim powrocie zniknął. Zastanawiałam się, czy uda mi się tak ślizgać cały tydzień, ale szybko porzuciłam ten pomysł. Zaczęłam się za to zastanawiać jak robić, żeby się nie narobić. Doszłam do następujących wniosków:
  • Każdego wieczoru, przed pójściem spać, dobrze jest poświęcić 5-10 minut, by ogarnąć najgorszy syf w pokoju, w którym spędzamy cały dzień.
  • Więc, gdy wstajemy rano nie ma takiego armagedonu, więc można zająć się bardziej czasochłonnymi zajęciami.
  • Należy ustalić sobie priorytet: które z obowiązków domowych trzeba zrobić tak na prawdę. U mnie jest to zmywanie (ponieważ mój pokój dzienny jest połączony z otwartą kuchnią, więc cały majdan widać jak na dłoni.
  • Żeby było schludnie i czysto, dobrze jest poświęcić czas bałaganowi, który widać: poodkładać rzeczy na swoje miejsce, szpargały, które go nie mają poukładać w schludniej wyglądające stosy, wynieść to, co się da do pomieszczenia, w którym nie przyjmujemy gośćmi.
  • I to wszystko zajmuje bardzo niewiele czasu, a daje poczucie porządku i spokoju ducha, że nie trzeba się będzie wstydzić, gdy ktoś wpadnie z niezapowiedzianą wizytą. 
Są też rzeczy, które absolutnie można sobie odpuścić, których priorytet nie jest aż tak wysoki, by zajmować się nimi codziennie. Co ja odpuściłam w tym tygodniu?
  • Codzienne ścielenie łóżka, gdyż do sypialni nie ma wstępu nikt, poza nami.
  • Dogłębne szorowanie łazienki żrącą chemią. Czasem wystarczy tylko wilgotna szmatka, żeby pozbyć się kurzu, zlikwidować zacieki na lustrze, czy odświeżyć podłogę.
  • Każdorazowe sprzątanie zabawek, gdy Pierworodny ma jakieś inne zajęcia. Prędzej, czy później i tak do nich wróci, więc zgarniam je tylko na kupeczkę, dzięki czemu ani nie muszę ich chować, ani wyciągać kilkanaście razy dziennie. 
  • Worki ze śmieciami natomiast wystawiam codziennie wieczorem za drzwi, żeby mógł je wyrzucić T. wychodząc do pracy.  
  • Choć lubię gotować, to w tym tygodniu postawiłam na produkcję taśmową, lub gotowce. Zatem i były obiady domowe, porcje takie, że starczało na 2 dni i stołowanie się w wielkim mieście.



 I gdy zastosowałam się do swoich wniosków i pomysłów, jest lepiej! Z jednej strony można się poczuć jak CHPD (bo to sypialnia tonie w bałaganie :D), a z drugiej strony wszędzie indziej jest schludnie i w miarę reprezentatywnie. Dwie pieczenie na jednym ogniu! :)
Więęęęc dziewczyny, jeśli nie chcecie wyglądać tak nieszczęśliwie, jak ta pani na pierwszym zdjęciu - warto czasem odpuścić :)