Blog to Ty. Twoje myśli, odczucia, emocje. Choć fajnie jest być czasem kimś bardziej przebojowym, nie da się udawać kogoś innego na dłuższą metę. Na blogu również.
Pamiętam, jak zakładając bloga, starałam się wpasować "w klimat" blogów rękodzielniczych. Pisałam notki zupełnie nie w swoim stylu, a naleciałość tą zawdzięczałam godzinom poświęconym przeglądaniu blogów o określonej tematyce. W końcu jednak przełamałam się i powoli zaczęłam pisać bardziej z serca. To, co mnie nurtuje, co zajmuje moje myśli, co obserwuję. I to było dobre.
Każdy z nas musi wypracować swój własny styl, otworzyć się i pisać tak, jakby był jedynym blogerem w sieci. Nie patrzeć na wzorce, nie starać się wpasować w jakiekolwiek ramy. Bo mój blog to ja. I żadne obce ramy nie będą w stanie utrzymać mnie w sobie, jeśli moje myślenie i styl wychodzą szeroko poza nie.
Dziś, z jednej strony najchętniej skasowałabym wszystkie pierwsze notki, które powstały, gdy weszłam do blogowego świata. Czy się ich wstydzę? Cóż, trochę tak. Bo to nie byłam ja. Podjęłam jednak decyzję, o nie usuwaniu ich, gdyż jest to coś, od czego zaczęłam, co poniekąd ukształtowało to, jak jest teraz.
Nasze charaktery ewoluują, porządkujemy nasze myśli, po jakimś czasie wyrabiamy sobie opinie na sprawy, o których wcześniej człowiek nie myślał. Tak samo, jak zmienia się nasz charakter, tak samo zmienia się nasz blog. Z czasem przychodzi śmiałość i pewność siebie. To chyba trochę jest tak, że odpuszczamy przejmowanie się tym, co pomyślą o nas inni. Zamiast zastanawiać się, czy swoim zdaniem nikogo nie urażę, człowiek uczy się wyrażania tu nawet najbardziej kontrowersyjnych przemyśleń.
Nie dążę już do tego, by się wpasować, by być zawsze fajna. Zależy mi na tym, by ludzie mnie czytali, ale na pewno nie za cenę wyrażania opinii, jakiej oczekują.
"Czy wstydzisz się tego co piszesz?
Czy są wpisy które usunęłabyś, lub zmieniła?"
Odpowiadam więc: od kiedy jestem sobą nie wstydzę się. I nie usunęłabym niczego, co ukształtowało mnie i doprowadziło do punktu w którym jestem teraz.
Amen.