30 października 2014

Matka bardzo nieidealna.



Wszędzie zabawki. Wszędzie. Nawet w pralce, albo szufladzie z kuchennymi szpargałami. Przez chatę nie ma jak przejść, w łazienkowym koszu brudy już kipią, a na dodatek dziecku coś ciągle nie pasuje. Może zęby, może trzydniówka, może brak Twojej uwagi. A Ty jesteś tak cholernie zmęczona po pracy, i pracą w domu, która nigdy się nie kończy. Chciałoby się pospać dłużej, odpocząć więcej, ale.. dziecko samo sobie posiłku nie przygotuje, pranie samo się nie rozwiesi, sprawy maści wszelakiej same się nie załatwią. Hm, znasz to skądś?


Może brzmi trochę jak opis matki samotnej, która może liczyć tylko na siebie. Ale w prawdziwym życiu, nie ważne jak oboje partnerów się stara, na matce właśnie spoczywa większość obowiązków, które są tak oczywiste, że ich wykonywanie pozostaje niezauważone. Tyle rzeczy przecież robi się samo.. Chociaż walczymy o równouprawnienie, tego równouprawnienia nigdy nie będzie. Ile to razy narasta w nas frustracja z powodu niedoczasu i nadmiaru obowiązków. Paradoksalnie to nie matka cierpi w tej sytuacji najbardziej a.. dziecko. 
Sama łapię się na tym, że częściej wybieram rozwiązania łatwiejsze. Żeby trochę odpocząć idę na łatwiznę i siadam z dzieckiem przed komputerem, żeby przerobić 2 odcinki muminków. Znacznie rzadziej się razem bawimy. Idę na łatwiznę, rozbudzając zainteresowanie Pierworodnego jakimś zajęciem i potem niepostrzeżenie znikam do swoich obowiązków. Nie mam już takiej cierpliwości, żeby ze stoickim spokojem odganiać po raz setny Pierworodnego od czegoś, czego nie wolno mu ruszać, a ja to właśnie porządkuję, więc po raz kolejny idę na łatwiznę i wsadzam gościa do łóżeczka, nawet, gdy ten się ostro ku temu buntuje. Rzadziej wychodzimy do parku, a częściej po prostu po zakupy. Zamiast drzew i trawy dziecko moje ogląda sklepowe półki, a ja próbuję sobie wmówić, że to głównie ze względu na pogarszająca się pogodę...

Mam wrażenie, że ostatni akapit brzmi jak koszmar, bo nie do tego przyzwyczajałam przez cały ten czas siebie i Pierworodnego. Cóż, jednak życie to sztuka kompromisu. Już zdążyłam się nauczyć, że pogoń za perfekcjonizmem jest jak syzyfowa praca, która szarga więcej nerwów, niż stado rozbestwionych nastolatków. 
Więc potykam się o te rozrzucone zabawki, zagłuszam wyrzuty sumienia śpiewaniem Pierworodnemu, gdy czasem nie zrobię obiadu, a kiedy widzę gdzieś nieporządek udaję, że wcale tego nie ma i, że wcale, a wcale mi to nie przeszkadza. I jakoś lepiej dogaduję się z kanapą, gdy mam potrzebę szybkiej, regenerującej drzemki. 

Więc ostatnio wyznaję zasadę, którą (podobno) często propaguje Kasia Tusk na swoim blogu: Make Your life easier!

4 komentarze:

  1. Miałam w zeszlym tygodniu taki "niedowład". Pranie wisiało na suszarce tydzień, kosz z brudami wypełniony po brzegi i jeszcze dalej, odkurzacz nie ruszony z miejsca przez 7 dni. Syf, kiła i mogiła. Masakra jakaś :/ teraz trochę to ogarnęłam, ale i tak wstyd kogoś do chaty wpuścic. Spacery to kara i tortura dla mnie. Siedzę na placu zabaw i modlę się zeby czas przyśpieszył. Beznadziejna Stara ze mnie ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana nie miej sobiie nic za zle. To tylko gorsze dni, ktore ja rowniez przezywam

    OdpowiedzUsuń
  3. To juz chyba nasza taka codziennosc. Czasami wydaje mi sie ze pracujacym matkom jest latwiej, bo moze sa lepiej sorganizowane, a moze wrecz przeciwnie? Jednak nie ma sie co tym zamartwiac, bo na cholere ;)
    Nie jestes sama :*

    OdpowiedzUsuń