05 maja 2014

Rozflaczenie.



Rozflaczenie, sflaczenie, rozmemłanie, czy jakkolwiek inaczej to nazwać - dopada czasem każdego. Dopadło i mnie.
Niby wychodzę do ludzi, a oni przychodzą do mnie. Życie towarzyskie ma się całkiem nieźle. I niby wszystko jest ok. Ale w te dni, gdy zostaję w domu, gdy nie mam nic zaplanowane, dopada mnie rozmemłanie. Totalnie i po całości.

No bo ile można sprzątać? Ile dni nieprzerwanie w każdej chwili można mieć dobry humor dla dziecka? Ile można odmawiać sobie przyjemności? 
Zluzowałam trochę portki. Bo ile i ile, i ile? Nic nierobienie też jest potrzebne. Ale takie totalne z naciskiem na "nierobienie". I masło maślane też jest potrzebne. Bo, czy tak zupełnie serio, poważnie i na prawdę zawsze wszystko musi być na ostatni guzik? I czy w mowie werbalnej też musi być cacy? Zawsze? Serio? Nie...

Potrzeba nieco kompletnego nieróbstwa, żeby tak totalnie, się wylenić. Żeby popotykać się czasem o góry rzeczy nieposprzątanych, dziecko marudzące, co od nogi odkleić się nie chce, o niepozmywane gary, do tego stopnia, że dzień któryś obiadu nie ma, albo jest gotowiec. Cóż, dawniej pewnie w łeb bym sobie strzeliła z tego powodu. Ale ostatnio? 

Zdecydowanie zluzowałam. Ile luzu jeszcze będzie, tego nie wiem. Na razie misję Chujowej Pani Domu zaliczam, ewakuując się z domu nędzy i rozpaczy tak często, jak to tylko możliwe. Zbieram siły. Motywuję się na wielkie bum, dzięki któremu znów wskoczę na właściwy, mój własny, unikalny tor. To już blisko, delektuję się tymczasem swoim nierobieniem. Odskocznią, dzięki której, na miesięcy kilkanaście znów naładuję akumulatory i będzie tak, jak lubię najbardziej. Wszystko na swoim miejscu i w domu i w głowie, z chęciami, by robić cokolwiek.

16 komentarzy:

  1. a jak projekt " mamo bądź kobieca"? nie widzę wpisów z ostatnich tygodni....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etap VI trwał przez 2 tygodnie, VII muszę opisać. Nie zawsze człowiekowi się chce. Taka sytuacja..

      Usuń
  2. Hehe :-) Nitka dobrze to wszystko ujęłaś! Szczerze mówiąc od wczoraj przechodzę to co Ty.... ale stwierdziłam dosyć tego, mnie się też coś należy i.....popędziłam na kilku godzinne zakupy;-) tak na poprawę humoru:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak się rozlazłam, że nawet na zakupy nie miałabym ochoty. Nie to, żebym miała jakąś deprechę, czy coś, po prostu ktoś chyba musi mnie w dupę kopnąć :P

      Usuń
  3. Mam to samo. Prasowanie od 2,5 tygodnia mnie woła, bo wysypuje się z kosza, ale NIE CHE MI SIĘ!! Najchętniej powaliłabym się pod kołderką z ksiażka i nie wyłaziła spod niej cały dzień... choć raz... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj serdecznie:)) Chciałam napisać, że...rozumiem Cię, bo ostatnio mam chcicę do niczego- niczego mi się nie chce, nic nie robię a jestem urobiona jak...:) Ale.. z wielką przyjemnością zajrzałam na Twojego bloga. Pragnę podziękować za to,że zaglądasz do mnie..Hmm, może by się dało wysłać coś do Ciebie, co spowoduje, że...pojawi się uśmiech na TWOJEJ twarzy? CO TY NA TO?:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, a ja na to, jak na lato ;)

      Usuń
    2. To odezwij się proszę na maila z adresem:)

      Usuń
  5. Dziewczyny, ja mogłabym być Waszą matką, a matki kiwają palcem:) Ale mnie też się nic nie chce:))) Widocznie, niezależnie od wieku, czasem tak jest, że totalne lenistwo to jest to!!!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówią, że kiedy nadchodzi wiosna, to człowiek czuje w sobie tyyyyle rozpierającej energii ;)

      Usuń
  6. Może to taki miesiąc. Mnie tez coś podobnego ogarnęło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. chwilowe nieróbstwo sprzyja kreatywności.
    Czasem trzeba zdjąć etykietkę perfekcyjnej pani domu, no bo ile można?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana chciałabym mieć Twoje podejście do życia, naprawdę! ;-) Ja nie pójdę spać póki nie pozmywam garów, więc z garem to mam ja coś nie tak ;-P Miłego nicnierobienia!;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisana tu sytuacja jest u mnie anomalią. Musiałam zluzować, bo za bardzo gderliwa się zaczynałam robić :P

      Usuń
  9. Jak ja to dobrze znam... ale też staram się wrzucić na luz i akceptować fakt że nic nie musi być na tip top i że czasem trzeba pozwolić sobie na słodkie nieróbstwo;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj są takie dni...a potem mam wyrzuty sumienia po bezproduktywności. I kolejny dół gotowy. Ale w końcu nadchodzi wiosna. W głowie. Bo wszystko tu się zaczyna i tu się kończy.

    OdpowiedzUsuń