03 kwietnia 2014

Książka + dziecko.



Od momentu, kiedy dowiedziałam się o ciąży, w głowie układał mi się "plan", jak chciałabym mojemu dziecku pokazywać świat. Poświęcałam sporo czasu, na marzenia jak będziemy spędzać wspólnie czas. Teraz, nareszcie te marzenia się spełniają. Każdego dnia. 
Są rzeczy, do których chciałabym zaszczepić w Pierworodnym sympatię. Chciałabym, żeby miał jakąś pasję, może nawet nie jedną, chciałabym, żeby był ciekawy świata i dla własnej przyjemności i satysfakcji poznawał, eksperymentował (z umiarem oczywiście ;)) i poszukiwał odpowiedzi na rodzące się w jego głowie pytania. I chciałabym, żeby były w jego życiu obecne książki, które pachną farbą drukarską, szeleszczą, a nawet i drą się przy nieumiejętnym obchodzeniu się z nimi.

Wczoraj, 02 kwietnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Nawet nie miałabym pojęcia o istnieniu tego dnia, gdyby nie Panna Mi i Jej Zabawki. Może i nie kupiłam akurat w dniu wczorajszym żadnej książki dla Pierworodnego, kupuję je jednak przy każdej nadarzającej się okazji, jak np. podczas ostatniej wycieczki do Londynu, gdzie przez przypadek natknęliśmy się na polską księgarnię. 

Sukcesywnie powiększam jego biblioteczkę od pierwszych miesięcy ciąży. Zaczęło się od urlopu w Polsce w tamtym roku, kiedy to zapragnęłam zabrać ze sobą z naszych domów rodzinnych wszystkie moje i T. książki, a w szczególności te dziecięce. Przywieźliśmy więc Kubusia Puchatka, Baśnie Andersena, Pinokia, wszystkie Przygody Tomka, a nawet Biblię dla dzieci. Ostatnią moją zdobyczą są wiersze Brzechwy, które upolowałam właśnie ostatnim razem w Londynie, a już nie mogę doczekać się, gdy znów pojedziemy do Polski i wpadnę do jakiejkolwiek księgarni.

Naprawdę, książki to cudowna rzecz. Z chęcią uścisnęłabym rękę tym wszystkim autorom, którzy napisali te najpiękniejsze bajki, baśnie i opowiadania dla dzieci. Nie ma nic wspanialszego, niż rozwijanie wyobraźni dziecka poprzez czytanie mu. Na razie Pierworodny jest w stanie wysłuchać maksymalnie dwóch wierszyków średniej długości, widzę jednak po nim, że słuchanie (?) tego, co czytam, oglądanie obrazków i dotykanie książek sprawia mu przyjemność. A ja cieszę się jak dziecko, widząc, jak uważnie i ostrożnie obchodzi się z własnymi książeczkami, gdy je dostanie do rączek. Choć oczywiście nie brakuje też prób zjedzenia ich. Niemniej, powoli uczy się, jak przewracać strony i być może tego, że książeczka, nawet "czytana samemu" to też fajna sprawa.

Czytajcie dzieciom. To najlepsza inwestycja w rozwijanie ich wyobraźni! :)




7 komentarzy:

  1. Książki są super, ja już teraz co i raz czytam Zosi wiersze Brzechwy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się czytać, ale jak zostało to uchwycone na zdjęciu #2 właśnie tak kończą się nasze podboje literackie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę, a wyrośnie z tego ;)

      Usuń
  3. Witaj Nitko:) Dawno do Ciebie nie zaglądałam, ale i sama swoim blogiem się nie zajmowałam. Sama wiesz, życie pisze nam scenariusze.
    Widzę, że Twój synek dorosły kawaler:))) Jak ten czas szybko leci!
    Masz rację, czytanie wzbogaca doznania dziecka, rozwija wyobraźnię, uczy. Warto czytać ,nawet takim małym szkrabom:) Pozdrawiam Was.

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbuje książeczkę na wszystkie sposoby :)
    Bardzo dobrze. Bardzo ważne jest czytanie dzieciom. Rozwija wyobraźnię :)
    Może sam kiedyś napisze coś :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodki brzdąc czytający książki - chyba będzie inteligentnym facetem - a my kobiety lubimy takich :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem zdecydowanie za:-) Ja też mam w domu taką "perełkę" z lat dzieciństwa. Pięknie ilustrowaną "Na jagody" M. Konopnickiej, z 1983 roku. W związku z tym, że książka już trochę nadszarpnięta upływającym czasem to Bianka będzie musiała nieco podrosnąć by obchodzić się z nią delikatniej;-)

    OdpowiedzUsuń