11 grudnia 2013

W starym-nowym towarzystwie.



Bycie ciężarówką, to nowe, ekscytujące wyzwanie. Szczególnie, gdy czekało się na to i gdy wokół zaczynają się pojawiać nowe bobasy. Rzeczywistość nabiera już innego kształtu, delikatnie uprzywilejowana ciężarówka zaczyna czuć na sobie odmienność roli społecznej, w jaką weszła. Jednak w towarzystwie znajomych, którzy już posiadają dzieci, wciąż jest o szczebel niżej. Wciąż jest tą, która nie poczuła na własnej skórze z jakimi rozterkami trzeba się zmierzyć, jakie zmartwienia można nosić w sercu, jakie radości można poczuć. Chciałoby się rzec: ciężarówka odczuwa wszystko inaczej, bardziej beztrosko, trochę tak jakby znajdowała się pod wodą, by wraz z chwilą porodu wypłynąć na powierzchnię doznań. Zanim jednak do niego dojdzie, wciąż jeszcze rozdziela po równo spotkania ze znajomymi dzieciatymi i niedzieciatymi.

Nie oszukujmy się - kiedy nadchodzi dziecko, nawet spotkania towarzyskie się zmieniają. Nie wiem, czy rzeczywiście tak jest, czy tylko w moim przypadku tak sprawy się potoczyły, jednak wraz z pojawieniem się Pierworodnego, częściej zaczęliśmy się spotykać ze znajomymi, którzy mają dzieci. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że nasi znajomi, którzy potomstwa nie posiadają całkowicie się od nas odseparowali, jednak, nie oszukujmy się, to nie to samo: ciężej wybrać się do czyjegoś domu, gdy jest w nim dzidziul (powody są najróżniejsze), a jeszcze ciężej zebrać się w sobie, by zaproponować wizytę u siebie, "no bo przecież oni mają małe dziecko...", co w rozumowaniu bezdzietnych oznacza tyle co:
- nie wypada siedzieć zbyt długo, bo pewnie zmęczeni,
- nie wypada się głośno śmiać, no bo może dziecko się obudzi, a oni będą źli
- nie mają czasu myśleć o imprezach bo nie mają z kim dziecka zostawić
- impreza u nich? co to za impreza z dzieckiem za ścianą?
To trochę tak, jakbyśmy stali się bardziej atrakcyjni dla posiadaczy dzieci, no bo można poplotkować o kupach, albo o tym, czy główkę podnosi, a mniej atrakcyjni dla tych bezdzietnych, bo na spotkaniach trzeba już dzielić uwagę między znajomych, a bobasa. Bezdzietni z wyboru, czy z innych powodów, nie są w stanie zrozumieć ekscytacji rodziców każdym uśmiechem, czy zalanym pampersem, a rodzice często są zniechęceni brakiem takiego zainteresowania dzieckiem, jakiego mogą oczekiwać od znajomych, którzy posiadają już swoje.
To samo dotyczy blogów. Matki chętnie odwiedzają blogi innych mam, a bezdzietni blogerzy raczej mało chętnie dobrowolnie wchodzą w świat blogów rodzicielskich. Jak to się mówi: ciągnie swój do swego. 

Nie musimy dokonywać jakichś wielkich życiowych wyborów, że teraz bardziej kumplujemy się z tymi, a mniej z tamtymi, to życie nam wybiera, bo wszystko się zmienia i nie ma w tym nic dziwnego. Ogółem, w moim towarzystwie bezdzietnych znajomych została już garstka. Jednakże rozumiejąc ich brak górnolotnego uwielbienia dla dzieci, staram się jak najmniej poruszać tematów związanych z dzieckiem, coby ich tym tematem nie zmęczyć. Będą chcieli coś wiedzieć na temat Pierworodnego - zapytają, choć i tak odnoszę wrażenie, że ci, którzy to robią (są wyjątki oczywiście), robią to tylko ze względów grzecznościowych, bo tak wypada, nie oczekując na ten temat dwustronnicowego wypracowania ode mnie. Choć ja oczywiście najchętniej świergotałabym o Pierworodnym (prawie) całymi dniami i nocami, ale hamuję się. 

Owszem, dziecko dla rodzica staje się dosłownie całym światem, trzeba jednak pamiętać, że dla innych ten świat jest wciąż taki jaki był.

11 komentarzy:

  1. Witaj! Na pewno łączą Was wspólne tematy, dzieciowe:) Bo można poplotkować o pieluchach, o pierwszym raczkowaniu, ząbku.Tak to już bywa na tym świecie, że ludzie łączą się w grupy, a tu Was łączą wspolne tematy. Ale fajnie mieć też odskocznię od codziennego życia. Pozdrawiam Cię serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak spotykam się ze znajomymi to nie poruszam tematu dziecka jeśli nikt mnie o małą nie zapyta.
    Nie po to wychodzę, żeby myślami być w domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też fakt, człowiek by zwariował myśląc ciągle o jednym i tym samym...

      Usuń
  3. Jak czytałam Twój post to jakbym czytała o sobie. Wydaje mi się że u mnie sprawy potoczą się podobnie, nie z wyboru, tylko taka jest chyba naturalna kolej rzeczy, że pewne znajomości mówiąc dobitnie tracą datę ważności, że tak powiem. Szczerze mówiąc to już teraz widzę, że część osób przestało się ze mną aż tak często kontaktować, nie wiem czy to dlatego że jestem w ciązy czy może to tylko taki zbieg okoliczności, ale tak to wygląda z mojej perspektywy. Razem z M. też częściej widzimy się ze znajomymi dzieciatymi. Ja staram się ani jednych ani drugich nie zadręczać rozmową o moim "stanie" ani o tym co mnie czeka, chociaż jestem ciekawa nie ukrywam, ale zdecydowanie ci dzieciaci wyrażają większą... hm... chęć współpracy:) Mam kilka koleżanek niedzieciatych, w które bardzo wierzę, że uda nam sie utrzymac dotychczasowy kontakt, ale jak to będzie - czas pokaże:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ze zmniejszeniem częstotliwości niektórych kontaktów też było jak u Ciebie. Stety, albo niestety ciężarówka nie jest dla niedzieciatych już równym kompanem do różniastych zajęć, no bo potańczyć nie pójdzie, na zakupy ciuchowe też nie bardzo, jeśli w ogóle będzie w stanie toczyć się przez pół miasta, no i horrory w kinie też odpadają.. ;)

      Usuń
  4. Myślę, że trafiłaś w samo sedno. Tak to właśnie jest, że najlepiej nam z osobami, które są na podobnym etapie życia do naszego. Najłatwiej znaleźć wspólny język. Teraz mamy znajomych dzietnych i bezdzietnych, z którymi cały czas mamy taki sam kontakt jak przed ciążą. Zobaczymy jak się to zmieni kiedy pojawi się bobas. Bo moje myślenie jest już na pewno inne i ta mała istotka pod sercem jest całym moim światem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większości osób dziecko zmienia i sferę życia towarzyskiego, przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia, ale i obserwacji innych ;)

      Usuń
  5. no to klops. adiós guapa! odezwę się jak znajde sobie jakieś dziecko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to do maja! ;)
      (bo zakładam, że będziesz szukać w kapuście...)

      Usuń
  6. U nas stało się dokładnie tak samo. Taki stan rzeczy pomógł nam jednak wiele zweryfikować, Ci znajomi którzy cenili nas jak ludzi, a nie tylko kompanow imprez pozostali, a lepiej mieć garstkę bardzo dobrych przyjaciół niz grono znajomych do tańca, a niekoniecznie do różańca.

    OdpowiedzUsuń